niedziela, 15 kwietnia 2018

9 kwiecień

Po miesięcznej przerwie spowodowanej różnorodnymi, oczywiście obiektywnymi i niezależnymi od nas okolicznościami, wyruszyliśmy się na kolejny spacer z kijkami, który przerodził się w wycieczkę krajoznawczą.
Wyruszyliśmy tradycyjnie spod gniewskiej gazowni i skierowaliśmy się w stronę Tarasów Wierzycy. Już za betoniarnią postanowiliśmy skrócić drogę i wspiąć się się stromym zboczem do parku. Zadanie prawie ekstremalne, ale, jak się okazało, wykonalne.











Jak pamiętacie, Góra Wisielców została zalesiona pod koniec XIX w. i przekształciła się w park miejski pełen jarów i pagórków doskonałych do spacerów z kijkami.
Nasza trasa wiodła dołem parku, co pozwoliło nam wkrótce znaleźć na ulicy Mieszka I. A tu - jeszcze jeden wysiłek i wspinaczka do krzyża, który w 1937 r. poświęcił ks. Rozentreter. O krzyż dbają mieszkańcy tej ulicy. Piękne miejsce do zadumy, refleksji i modlitwy.
Na zboczu wiodącym do krzyża zakwitły fiołki.
Przekroczyliśmy bezpiecznie ruchliwą drogę 91 i ruszyliśmy wzdłuż działek ku ulicy Jana Pawła II, by w jej pobliżu podziwiać postawiony w błyskawicznym tempie parterowy domek. Sympatyczny kierownik budowy opowiedział nam o ciekawej technologii budowy takiego budynku, który został przywieziony prawie z gotowym wyposażeniem: na ścianach były już kafelki, lustra itd. Istotne jest także to, że będzie to dom pasywny, czyli bardzo energooszczędny.
Nasz dalszy szlak wiódł ulicą Kremskiego. Czy wiecie, kim był jej patron? Jan Bernard Kremski był nieprzeciętnie uzdolnionym pilotem myśliwskim. W ogólnopolskich zawodach o puchar przechodni lotnictwa myśliwskiego zdobył pierwsze miejsce, a dla swojego pułku puchar przechodni na stałe. Za ten sukces odznaczono go Brązowym Krzyżem Zasługi.
Wybuch II wojny światowej zastał Kremskiego na lotnisku w Aleksandrowicach koło Bielska - Białej. Już w pierwszym dniu walk obronnych zestrzelił niemiecki samolot. Do końca kampanii wrześniowej walczył w 21. eskadrze, wchodzącej w skład Armii "Kraków". Następnie przez Rumunię, Syrię i Francję dotarł do Wielkiej Brytanii. Tu po przeszkoleniu przydzielono go do 54. Dywizjonu Myśliwskiego RAF. W jego składzie brał udział w słynnej bitwie o Anglię. Zestrzelił wówczas trzy samoloty niemieckie.
Za czyny bojowe awansowano go do stopnia podporucznika i wielokrotnie odznaczono, między innymi: czterokrotnie Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari.
Jan Bernard Kremski brał udział w ofensywie "Royal Air Force" nad Francją, Belgią i Holandią. Zginął 14 sierpnia 1941 r. nad Francją, lecąc na samolocie myśliwskim w osłonie bombowców. Jego grób znajduje się na cmentarzu w Dunkierce (Francja).
 
Końcowy etap spaceru, to Wzgórze Zamkowe. Tu, w Gminnym Ośrodku Sportu i Rekreacji chcieliśmy wziąć udział w głosowaniu na wybór projektu w ramach budżetu Obywatelskiego. Niestety, lokal "wyborczy" jest otwarty dopiero o godz. 14,00. Postanowiliśmy więc zagłosować w Urzędzie. Ale najpierw podziwialiśmy widoki ze wzgórza, które powinno stać się, także dzięki środkom z budżetu obywatelskiego pięknym miejscem spacerowym, rekreacyjnym dla wszystkich mieszkańców naszej gminy oraz turystów. Czyż nie jest piękna widokówka z gór?
Na Wzgórzu Zamkowym jeszcze wspomnienie Wielkanocy - kolorowa pisanka.
Zatrzymaliśmy się przy pomniku żołnierzy II batalionu 65 starogardzkiego pułku piechoty, wywodzących się ze Straży Ludowej, której powołanie stało się faktycznie początkiem Republiki Gniewskiej.
I kolejne historyczne miejsce. Budynek, w którym w latach 1923 – 33 mieszkał major Nikodem Sulik, dowódca miejscowej jednostki wojskowej II batalionu 65. Pułku Piechoty.
Nikodem Sulik (1893-1954) żołnierz WP, uczestnik kampanii wrześniowej 1939, więziony w obozie sowieckim, przeszedł z armią gen. Andersa z ZSRR przez Bliski Wschód do Włoch, generał brygady, dowódca V Kresowej Dywizji Piechoty, uczestnik bitwy pod Monte Casino 1944 r.
 Zakończenie spaceru - Urząd Miasta i Gminy Gniew i głosowanie na mały i duży projekt budżetu obywatelskiego.

poniedziałek, 5 marca 2018

5 marzec 2018

Mróz zelżał, więc nasza kijkowa grupa z nielicznymi wyjątkami zebrała się przy gazowni, by wyruszyć na kolejny spacer.  Początek wędrówki prowadził, oczywiście, przez Tarasy Wierzycy. Tu skręciliśmy w prawo do lasku, który potem przeradzał się w park miejski.
Kiedy wyszliśmy na łąkę, na niebie pojawiały się klucze powracających z południa ptaków. Zadzieraliśmy głowy do góry i cieszyliśmy się z kolejnych znaków wiosny.


Kolejny etap wędrówki przypominał Pustynię Błędowską - wszędzie piaski, piaszczyste górki i wzniesienia.
Spojrzeliśmy w dół. Jeszcze dwa lata temu wiódł tędy szlak do Rafinerii. Tu miała też miejsce cześć praktyczna naszych warsztatów fotograficznych, rosły nawet małe jodełki. A teraz jest to wielka piaszczysta dziura.


Ruszyliśmy wzdłuż tego największego w Gniewie dołu, oczywiście, dokumentując ten przemarsz.




I znowu rzut oka na piaszczyste dno.


 Skręciliśmy do naszego parku miejskiego, który w swoich wspomnieniach z wielkim sentymentem opisywał Werner Schultz.
"Park miejski jest laskiem mieszanym, w którym znaleźć można zarówno drzewa liściaste jak i iglaste. Duża dolina miedzy wzniesieniami była niegdyś placem zabaw z piaskownicą i łąką. Wokół było stało wiele ławek, na których przesiadały mamy i opiekunki, bacznie obserwując swoje pociechy. Nasi rodzice również przysiedli na odpoczynek, a my dzieci, nigdy niezmęczone, już podjęłyśmy wspinaczkę na leżącą naprzeciwko górę. Na tej górze znajdowała się zawiła droga, która dzieliła się na trzy kolejne. Zawsze wybieraliśmy tę po lewej stronie, bo dobrze wiedzieliśmy, że prowadzi ona do miejsca, z którego rozciąga się wspaniały widok. Można tam było przebywać godzinami i rozkoszować się panoramą. Dokładnie pod nami, znajdowała się Nowa Ameryka oraz gazownia, która otoczona była z każdej strony wysokimi drzewami, tak więc nie psuła wspaniałego widoku. Naprzeciwko widać było łąki nad Wierzycą, po lewej stronie, na południe - tymawskie wzgórza, a na wschodzie na dalszym planie zauważyć można było wieże miasta Gniew. Szczególnie piękna była świeża zieleń rozprzestrzeniająca się między doliną Wierzycy, a tymawskimi wzgórzami. Tuz dalej widać było Wisłę. Tak, nasze gniewskie okolice były naprawdę wyjątkowe!"




Nasza dalsza trasa wiodła wzdłuż ogródków działkowych. Za nimi skręciliśmy w lewo i wspinaliśmy się ku budynkom mieszkalnym na ul. Krasickiego.
Nasz kolega pokazał nam dom, w którym mieszkał w młodości, POM-owską szkołę przyzakładową, do której uczęszczał i boisko, gdzie grał w piłkę nożną.
Droga powrotna była bardzo wietrzna. Czuliśmy jeszcze mroźne podmuchy zimy.